niedziela, 28 lipca 2013

Rozmowa z Mariuszem Szczygłem

Autor czytający własne audiobooki:

link do pobrania pliku mp3                                                                                link do kanału RSS


 

Transkrypcja rozmowy:


Borys Kozielski: Do mikrofonu zaprosiłem dziś pana Mariusza Szczygła, który przeczytał już trzy swoje książki. Proszę powiedzieć, jak do tego doszło, jak to się stało, że zaczął pan czytać na głos swoje książki, bo podczas pisania na pewno się czyta, ale jednak inaczej się pisze z myślą, że będzie się później ten tekst czytać, albo z myślą, że ktoś inny będzie czytał ten tekst.
Mariusz Szczygieł: Na głos to zacząłem czytać już jak miałem dwanaście, trzynaście lat w łazience. Bardzo mi się podobało jako dziecku podobała mi się praca lektora, telewizyjnego, lektora filmowego i pamiętam, że jak usłyszałem, że Krystyna Loska w jakimś wywiadzie powiedziała, to było w latach siedemdziesiątych, że ona bardzo dużo też czyta w domu na głos to ja zacząłem też czytać. Oczywiście nigdy nie zostałem lektorem, ale bardzo mi się podoba ta praca. Moim ulubionym czytaczem wszystkiego jest Andrzej Matul, ale powiem szczerze, że nigdy bym się nie odważył zaproponować wydawnictwu czytania własnej książki. Co innego marzenia o byciu lektorem a co innego pracować głosem profesjonalnie. No ale wydawnictwo Czarne znalazło taki złoty środek. Bo z jednej strony ja nie czytam profesjonalnie, bo nie jestem aktorem, nie uczyłem się wymowy. Czasami źle zaakcentuję jakieś słowo, ale oni powiedzieli: "wiesz, przeczytasz to po prostu jak autor, a autorowi wszystko wolno". Troszkę ośmielił mnie Michał Witkowski, kiedy posłuchałem przez chwilę jego "Lubiewa". Pomyślałem no właściwie to prawda. Autor może wszystko na tym audiobooku. Nie musi być aktorem. Ale na początku mieliśmy taki pomysł, żeby książkę "Zrób sobie raj" przeczytał aktor, bo "Gottland został przeczytany przez Krzysztofa Wakulińskiego, bardzo dobrze zresztą. Chociaż, czasami czeskich nazwisk pan Wakuliński nie wymawia tak jak powinien, ale ma do tego prawo, przeczytał wszystko świetnie więc tu mu daruję. Natomiast ja chciałem, żeby "Zrób sobie raj" przeczytał Robert Więckiewicz. Na to powiedziała moja wydawczyni, Monika Sznajderman: “Tak, Robert Więckiewicz genialny aktor, ale nie pasuje do twojej książki” i rzeczywiście przekonała mnie, że jego głos jest za ciemny do tej książki. Książka “Zrób sobie raj” jest o kulturze czeskiej, o kulturze śmiechu. Jest to książka, która ma większość partii bardzo pogodnych i ona mówi “słuchaj ale Więckiewicz jest po prostu poważny, czyta takim głosem, (nazwaliśmy go sobie) ciemnym. To musi być ktoś z takim głosem jasnym, słonecznym.” Ja wymyśliłem, żeby to był Wojciech Malajkat, bo właśnie Malajkat ma coś słonecznego w głosie, prawda? Na to Monika Sznajderman mówi: “bo wiesz, wydaje mi się, że głos Malajkata jest najbardziej podobny do twojego głosu” i to byłoby tak jakbym ja czytał, a ona mówi: “a dlaczego ty masz nie przeczytać?”. Ja się zastanawiałem kilka dni, namówiła mnie i myślałem, że to będzie praca łatwa. Na prawdę myślałem, że to pójdzie ot tak. Nie, nie była łatwa.